niedziela, 21 grudnia 2008

święta, święta - cz 2.



5. George Harrison - "My sweet Lord" ("All things must pass" - 1970)

W 1970 r. Lennon śpiewał o tym, że Bóg to koncept, który służy nam do odmierzania ludzkiego bólu, deklarował, że nie wierzy w Kościół, Biblię, Chrystusa, Buddę i wszystko co się z tym wiąże. Rok później snuł w "Imagine" idealistyczną wizję świata bez religii, która jest przyczyną samych nieszczęść. Co w tym czasie robił Harrison? Otóż pielęgnował swą wiarę w coraz bardziej żarliwy sposób. To on w czasach The Beatles zaraził pozostałą czwókę fascynacją hinduizmem, która w tak owocny sposób przekuła się na psychodelliczne eksperymenty muzyczne. Całkowicie religijny ton przyjęły późniejsze solowe dokonania artysty, jednak już na wydanym w 1970 r. trzypłytowym arcydziele - "All things must pass" - znalazła się piosenka stanowiąca jego muzyczne credo. Jedno z najbardziej dobitnych wyznań wiary w historii muzyki rockowej.


4. Low - "Murderer" ("Drums & Guns" - 2007)

W okresie niepokoju i strachu przed zderzeniem cywilizacji Low nagrywają płytę, która została przez odbiorców jednoznacznie zakwalifikowana do antybushowych i antywojennych wystąpień, jakich ostatnio w muzycznym świecie wiele. Czy tak jest w istocie? Trzeba by spytać muzyków, w każdym razie niespokojny duch czasów bardzo mocno odbił swe piętno na "Drums & Guns". "Murderer" traktuje o wierze graniczącej z fanatyzmem, o oddaniu się Bogu, by w jego imieniu czynić brudną robotę. O wizji mściwego, zazdrosnego i nieznoszącego sprzeciwu Boga z czasów Starego Testamentu, ktory żąda ofiar. Piękne, choć przecież zatrważające.


3. Bob Dylan - "With God on our side" ("The times they are a-changin" - 1964)

Bóg jako metafora służąca ukazaniu zakłamania historii i losów człowieka, od początków Ameryki do największych konfliktów światowych. Bóg traktowany intrumentalnie. Bóg jest zawsze po stronie tych, którzy wygrywają, bez względu na ich intencje. Bóg - słowo, które w zasadzie straciło jakiekolwiek znaczenie, bo słabi to po prostu ci, od których On się odwaraca, a mocni mają zawsze Jego po swojej stronie. Takie mniej więcej wnioski płyną z jednego z najsłynniejszych protest songów Dylana, pełnego szyderstwa i ironii "With God on our side".


2. XTC - "Dear God" - ("Skylarking" - 1986)

Jeden z najbardziej rozpoznawalnych utworów XTC to w pierwotnej wersji zaledwie druga strona singla "Grass". Biorąc pod uwagę fakt, że kawałek pochodzi z tak cudnie zaaranżowanego albumu jak "Skylarking", ta sytuacja wydaje się nawet zrozumiała, bo na tle reszty wydaje się prostszy i w warstwie muzycznej bardziej oczywisty. Tu najważniejsze jest to, co Andy Partridge ma do powiedzenia. "Dear God" to jeden z najpiękniejszych manifestów ateizmu w historii muzyki popularnej. Partridge zachowuje się jakby był świeżo po lekturze "Dies Irae" - Kasprowicza, mając wizję Boga jako okrutnego, nieczułego na ludzką krzywdę skurczybyka, na którym żadnego wrażenia nie robi głód, nędza i ludzkie lamenty. Biblia to pismo szaleńców, w które kolejne pokolenia szaleńców wierzą. Cały dramat polega na tym, że wyznając Bogu swą niewiarę, mimowolnie zakładasz jego istnienie, więc jeśli tak, to musi być faktycznie niezbyt sympatycznym typem. A wszystko sprowadza się do pytania "Did you made mankind afer we made You?" Cholernie sugestywne (kapitalne video) i poruszające.


1. John Lennon - "God" (Jonh Lennon/Plastic Ono Band" - 1970)

Lennon miał z Bogiem na pieńku jeszcze w czasach The Beatles, gdy sobie zażartował że są popularniejsi od Jezusa. Pewnie sam się nie spodziewał aż tak ostrej reakcji fanatyków, którzy organizowali na ulicach akcje palenia płyt czwórki z Liverpoolu. Wprawdzie sam przeżywał fascynajcję hinduizmem, ale szybko mu przeszło i w czasie nagrywania "Plastic Ono Band" miał już dość wszelkich religii, spustoszenia i zaślepienia, jakich dokonują w ludzkich umysłach. Wyznawał idealistyczną wiarę w siebie i miłość. Może z dzisiejszej perspektywy to naiwne, ale czy wiara nie żywi się naiwnością znacznie większą? Ten utwór prowokował przede wszystkim zestawieniem na jednej płaszczyźnie Biblii z magią i Tarrotem czy Jezusa z Hitlerem. Biblia to wiara w coś równie nieudowadnialnego i abstrakcyjnego jak wróżby, krzewienie wiary pociągnęło za sobą tyle ofiar ile się szalonym dyktatorom wywołującym wojny nawet nie śniło. To było cholernie odważne zdobyć się na takie wyznanie, jednocześnie zawierając tak sporo treści w tak krótkim tekście. Manifest świadomego siebie, dojrzałego i pewnego swych poglądów artysty, który pozbawia złudzeń rzesze fanów liczących na jakiekolwiek pseudo duchowe przewodnictwo. "And so dear friens, well you just have to carry on. The dream is over."


Brak komentarzy: